List młodszego brata

Jak patrzę na mojego brata, to widzę, że on jest bardzo silny, ale on sam nie da rady, dlatego postanowiłem napisać ten list.

Od zawsze pamiętam Kamila na motorze. Wszyscy mówili, że on ma wielki talent. Ja miałem wrażenie, że to chodzi o wielki szacunek dla motoru, że Kamil poświęca mu mnóstwo czasu i uwagi, a potem na torze, to oni świetnie się dogadują, no i wygrywają.

Obliczyłem, że w pokoju Kamila jest 5 pucharów na metr kwadratowy. Zawsze byłem z niego dumny. Biła od niego taka siła zwycięstwa. Myślałem, że jest nie do pokonania i kiedyś będzie najlepszy na świecie.

Tamten dzień to był koszmar. Nie wyobrażam sobie nawet, co czuł tata, który to widział na własne oczy. Jak Kamil próbuje ominąć kręcącego bączka Marcina Bubla, ten wypuszcza motor, Kamil nie ma szans, wpada na bandę, motor uderza go w plecy i Kamil leży na torze. No i ta straszna diagnoza – uszkodzony kręgosłup. Jeszcze tego samego dnia poważna operacja.

Rodziców prawie nie było w domu. Całymi dniami siedzieli przy Kamilu w szpitalu w Częstochowie, 120 km stąd. Ale nie myślałem wtedy, że najgorsze dopiero się zacznie. Po kilku dniach pojawiły się nieoczekiwane komplikacje, potem druga operacja i to, z czym do tej pory nie możemy się pogodzić i nigdy się nie pogodzimy.

Mama płakała, wiedziałem, że musi być bardzo zle. Cały świat się zawalił. Nic nie było takie samo, nie umiałem się w tym połapać i poukładać sobie w głowie. Nigdy więcej w życiu nie chciałbym przeżyć czegoś takiego. I widzieć Kamila w takim stanie, jak wtedy. Praktycznie bez ruchu, w łóżku, z okropnym wyrokiem – sparaliżowany! To byłoby nie do przejścia, gdyby nie jedna rzecz, która podtrzymywała mnie na duchu. W oczach Kamila zauważyłem tą samą siłę, co kiedyś.

On, po prostu, zaczął walczyć. Może to najważniejszy mecz w jego życiu. W każdym razie podchodzi do tego, jak do mistrzostw świata. I wygrywa kolejne etapy. W grudniu nie mógł nawet samodzielnie siedzieć. Po miesiącu rehabilitacji w Krakowie potrafi sam przesiąść się z wózka do łóżka! I nie odpuszcza sobie nawet na chwilę. Ćwiczy ze swoją dziewczyną, Moniką, z mamą, ze mną. Tyle, że on potrzebuje specjalistów, którzy wiedzą jak to fachowo prowadzić, żeby szło do przodu. A na to potrzebne są ogromne pieniądze.

Rodzice nigdy by nie dali sami rady. Są wdzięczni wszystkim, którzy im pomagają. Ale wiem, że mama bardzo się boi, żeby Kamil nie został sam. Ja też się boję, dlatego napisałem ten list, bo wiem, że mój starszy brat jest bardzo silny, ale sam nie da sobie rady.

Komentowanie wyłączone